Narodowe Muzeum Morskie

Narodowe Muzeum Morskie

dr. Robertem Domżałem, nowym dyrektorem Narodowego Muzeum Morskiego, świeżym spojrzeniu na muzealnictwo, roli placówki we współczesnym społeczeństwie oraz projektach planach na najbliższe lata, rozmawia Jędrzej Szerle.

Jest pan do­pie­ro czwar­tym dy­rek­to­rem bo­ga­tej, pra­wie 60-let­niej hi­sto­rii Na­ro­do­we­go Mu­zeum Mor­skie­go. Ja­kie to uczu­cie być jed­nym sze­re­gu tak za­słu­żo­ny­mi na­ukow­ca­mi mu­ze­al­ni­ka­mi jak Prze­my­sław Smo­la­rek, An­drzej Zbier­ski Je­rzy Li­twin?

– To oczy­wi­ście ogrom­ny za­szczyt. In­sty­tu­cja mia­ła szczę­ście do cią­gło­ści tr­wa­ło­ści my­śli – gdy­by dy­rek­to­rów by­ło dzie­się­ciu czy dwu­dzie­stu, to być mo­że nie osią­gnę­ła­by suk­ce­sów nie by­ło­by spój­no­ści wi­zji mu­ze­al­nej. tak ko­lej­ni dy­rek­to­rzy roz­wi­ja­li myśl po­przed­ni­ków nie by­ło re­wo­lu­cyj­nych zmian.

Pan też jest dy­rek­to­rem kon­ty­nu­acji, nie re­wo­lu­cji?

– My­ślę że tak, na­to­miast chce­my spoj­rzeć śwież­szy spo­sób na mu­ze­al­nic­two na je­go za­da­nia XXI wie­ku. Na pew­no da­lej bę­dzie­my gro­ma­dzić za­byt­ki zwią­za­ne mor­skim dzie­dzic­twem kul­tu­ro­wym Pol­ski, Eu­ro­py, mo­że świa­ta, roz­wi­jać tech­ni­ki me­to­dy kon­ser­wa­cji – to jed­na na­szych moc­niej­szych stron – czy pro­wa­dzić podwod­ne ba­da­nia ar­che­olo­gicz­ne. dru­giej stro­ny wi­dać, że pew­nie trze­ba spoj­rzeć in­ny spo­sób na ofer­tę wy­sta­wien­ni­czą. Już się za­czę­li­śmy tym zaj­mo­wać po­wo­ła­li­śmy ze­spół, któ­ry bę­dzie pra­co­wał nad przy­szły­mi wy­sta­wa­mi. Za­le­ży nam na tym, że­by bar­dziej chwa­lić się na­szy­mi zbio­ra­mi, bo cza­sa­mi eks­po­zy­cje opie­ra­ły się na wy­po­ży­czo­nych. Ch­cie­li­by­śmy też in­ny spo­sób spoj­rzeć też na sa­mą mi­sję na­sze­go mu­zeum dla­te­go stwo­rzy­li­śmy gru­pę ro­bo­czą, któ­ra bę­dzie za­sta­na­wiać się nad na­szą ro­lą we współ­cze­snym spo­łe­czeń­stwie świe­cie, któ­ry nas ota­cza.

ostat­nich la­tach wio­dą­cym nur­tem mu­ze­al­nic­twie by­ły wy­sta­wy nar­ra­cyj­ne, któ­rych ce­lem jest opo­wie­dze­nie hi­sto­rii, eks­po­nat czę­sto scho­dzi na dru­gi plan. Bę­dzie on bar­dziej obec­ny Na­ro­do­wym Mu­zeum Mor­skim?

– tej dzie­dzi­nie by­li­śmy do tej po­ry bar­dzo kon­ser­wa­tyw­ni – wy­sta­wy by­ły chro­no­lo­gicz­ne, hi­sto­rycz­ne nie­nar­ra­cyj­ne. Na pew­no pla­nu­je­my to zmie­nić, na­to­miast nie bę­dzie­my za­chły­sty­wać się no­win­ka­mi czy no­wy­mi tech­no­lo­gia­mi, któ­re czę­sto po­ma­ga­ją, ale cza­sa­mi są przy­czy­ną róż­nych kło­po­tów czy wręcz wsty­du, gdy po­ło­wa mul­ti­me­diów na sa­li prze­sta­je dzia­łać. Ch­cie­li­by­śmy jesz­cze ina­czej do te­go po­dejść – mó­wić za­byt­kach po­ka­zy­wać je, ale spo­sób sper­so­na­li­zo­wa­ny. Że­by na przy­kład oso­bi­ste wy­po­sa­że­nie ma­ry­na­rza zna­le­zio­ne na wra­ku mo­gło prze­mó­wić ję­zy­kiem wła­ści­cie­la – czy­li nie bę­dzie­my opi­sy­wać eks­po­na­tu, je­go wy­mia­rów czy war­to­ści, tyl­ko spró­bo­wać zo­ba­czyć za nim czło­wie­ka, któ­rzy prze­żył pew­ną hi­sto­rię.

Co­raz czę­ściej mu­zea peł­nią ro­lę cen­trów kul­tu­ry, któ­rych nie­mal co­dzien­nie or­ga­ni­zo­wa­ne są kon­cer­ty, spo­tka­nia czy warsz­ta­ty. tę stro­nę też pój­dzie­cie?

– Wy­da­je mi się, że żad­ne mu­zeum nie mo­że po­prze­stać na by­ciu in­sty­tu­cją, któ­ra tyl­ko wy­łącz­nie opo­wia­da eks­po­na­tach. ostat­nich la­tach wi­dać wy­raź­ny trend do te­go, że­by zwró­cić uwa­gę na spo­łecz­ne po­trze­by być cen­trum me­dia­cji czy in­ter­pre­ta­cji. Czy­li nie tyl­ko opi­sy­wać dzie­dzic­two mor­skie, ale też tłu­ma­czyć, in­ter­pre­to­wać roz­wi­jać nar­ra­cję oraz dia­log od­wie­dza­ją­cym. Na pew­no bę­dzie­my sta­ra­li się za­in­te­re­so­wać spo­łe­czeń­stwo lo­kal­ne jak naj­wię­cej osób za­pra­szać do współ­pra­cy. Nie chce­my ex ca­the­dra na­uczać, ale sta­wia­my na in­te­rak­cję wi­dzem. Ta­kie dzia­ła­nia re­ali­zu­je nasz dział edu­ka­cji, któ­ry nie wy­kła­da, ale roz­ma­wia słu­cha opi­nii lu­dzi. Bar­dzo waż­ne jest też po­ka­zy­wa­nie hi­sto­rii osób, któ­re na przy­kład pły­wa­ły na Sołd­ku czy Da­rze Po­mo­rza – bez nich nie by­ło­by tych stat­ków ich rej­sów.

Rys.: Ma­te­ria­ły pra­so­we

Narodowe Muzeum MorskieNo­we Mu­zeum Ar­che­olo­gii Po­dwod­nej Ry­bo­łów­stwa Bał­tyc­kie­go, któ­re po­wsta­nie Łe­bie

Na­tio­nal Ma­ri­ti­me Mu­seum Gre­en­wich Lon­dy­nie stwo­rzo­no nie­wiel­ką, in­te­rak­tyw­ną wy­sta­wę po­świę­coną bry­tyj­skie­mu te­amo­wi Land Ro­ver BAR, star­tu­ją­ce­mu od kil­ku lat pre­sti­żo­wych re­ga­tach Pu­char Ame­ry­ki. prze­strze­ni Na­ro­do­we­go Mu­zeum Mor­skie­go wi­dzi pan miej­sca na po­dob­ne pro­jek­ty, któ­re mó­wi­ły by rów­nież te­raź­niej­szo­ści?

– Ta­kie ele­men­ty już ist­nie­ją na­szej pla­ców­ce. Wy­jąt­ko­wym pro­jek­tem re­ali­zo­wa­nym Hol­din­giem Re­mon­to­wa – na ostat­nim pię­trze Ośrod­ku Kul­tu­ry Mor­skiej – jest sa­lon wy­sta­wien­ni­czy re­kla­mo­wy po­ka­zu­ją­cy naj­now­sze pro­duk­cje stocz­nio­we te­go hol­din­gu. Ro­zma­wia­my też na­szy­mi part­ne­ra­mi, że­by tę wy­sta­wę za­mie­nić na now­szą, któ­ra pre­zen­to­wa­ła­by od­świe­żo­ne spoj­rze­nie po­dej­ście do bu­do­wy stat­ków na­pę­dzie hy­bry­do­wym, pro­mach elek­trycz­nych. Na pew­no bę­dzie­my więc szli tym kie­run­ku, że­by part­ne­ra­mi po­ka­zy­wać zmie­nia­ją­cy się świat.

Na­ro­do­we Mu­zeum Mor­skie po­sia­da wy­jąt­ko­wo róż­no­rod­ne zbio­ry – obra­zy ma­ry­ni­stycz­ne, lo­kal­ne świa­to­we zbio­ry et­no­gra­ficz­ne, ar­te­fak­ty po­zy­ska­ne pod­czas ba­dań ar­che­olo­gii podwod­nej, dwa stat­ki­-mu­zea, jach­ty – na do­da­tek opie­ku­je się też za­byt­ko­wy­mi bu­dyn­ka­mi, np. Żu­ra­wiem. To atut czy jed­nak utrud­nie­nie, bo zmu­sza do bar­dzo sze­ro­kiej dzia­łal­no­ści?

– Tak na­praw­dę jed­no dru­gie. Du­żo ła­twiej jest za­rzą­dzać jed­nym bu­dyn­kiem mu­zeum mo­no­te­ma­tycz­nym niż pró­bo­wać ogar­nąć ta­ką róż­no­rod­ność. Jest to trud­niej­sze cza­sa­mi moż­na za­zdro­ścić mniej­szym mu­ze­om, któ­re ma­ją jed­no­rod­ną te­ma­ty­kę. Ale bez wąt­pie­nia jest to też ogrom­ny atut, po­nie­waż ma­my wiel­ki po­ten­cjał, du­ży za­kres moż­li­wo­ści dzia­ła­nia nie­jed­no mu­zeum ży­czy­ło­by so­bie mieć tak bo­ga­te zbio­ry oraz wspar­cie ze stro­ny To­wa­rzystw Przy­ja­ciół Na­ro­do­we­go Mu­zeum Mor­skie­go, Sołd­ka Da­ru Po­mo­rza.

Więk­sze pla­ny na naj­bliż­szych kil­ka lat na­kre­ślił pa­na po­przed­nik, Je­rzy Li­twin – Łe­bie ma po­wstać Mu­zeum Ar­che­olo­gii Po­dwod­nej Ry­bo­łów­stwa Bał­tyc­kie­go, a w Gdy­ni Mu­zeum Że­glar­stwa. Zna­ne są już ja­kieś szcze­gó­ły?

Je­że­li cho­dzi Łe­bę, to za­czę­li­śmy już dzia­ła­nia bu­dow­la­ne in­for­ma­cyj­ne. pią­tek 1 mar­ca za­pro­si­li­śmy miesz­kańców mia­sta na pre­zen­ta­cję pro­jek­tu pla­ców­ki. Ich zda­nie jest dla nas bar­dzo waż­ne stąd też po­mysł za­pre­zen­to­wa­nia się mia­stu, któ­re chcie­li­by­śmy, że­by nas przy­ję­ło za­ak­cep­to­wa­ło. Go­rzej wy­glą­da spra­wa Mu­zeum Że­glar­stwa, po­nie­waż nie ma ja­snej wi­zji szcze­gó­ło­we­go pla­nu roz­wo­ju Mo­la Ry­bac­kie­go Gdy­ni. Cze­ka­my co po­sta­no­wią wła­dze mia­sta wła­ści­cie­le te­re­nu. Na pew­no bę­dzie tam wie­le funk­cji kul­tu­ral­nych, ale to do­syć od­le­gła przy­szłość na ra­zie na ho­ry­zon­cie nie wi­dać żad­nych po­zy­tyw­nych wia­do­mo­ści.

pan bar­dziej od­le­głych pla­nach ma in­ne, rów­nie am­bit­ne przed­się­wzię­cia?

– Na tym eta­pie mu­si­my do­ko­nać bar­dzo po­waż­nej pra­cy pod­staw. To jest ten mo­ment, że­by się na chwi­lę za­trzy­mać po­pa­trzeć na to, jak mo­że­my we­wnętrz­nie uspraw­nić na­sze dzia­ła­nia. Na przy­kład koń­czy­my do­ku­men­ta­cję bu­dow­la­ną Mu­zeum Za­le­wu Wi­śla­ne­go – mu­si­my za­stą­pić no­wą kon­struk­cją sta­ry bu­dy­nek, któ­ry prak­tycz­nie nie na­da­je się do użyt­ko­wa­nia, stwo­rzyć no­we wy­sta­wy. Na naj­bliż­sze kil­ka lat ma­my więc aż nad­to pra­cy. po­nie­waż ja sam je­stem że­gla­rzem, to chciał­bym, że­by ten pro­jekt Mu­zeum Że­glar­stwa sfi­na­li­zo­wać.

ra­mach uspraw­nie­nia dzia­łań we­wnętrz­nych pla­nu­je pan re­kon­strukcję dzia­łów lub po­wo­ła­nie no­wych?

– Tak, my­śli­my nad po­waż­ny­mi zmia­na­mi, któ­re mam na­dzie­ję do­pro­wa­dzą do uspraw­nie­nia funk­cjo­no­wa­nia – na przy­kład za­rzą­dza­niem za­so­ba­mi za­byt­ko­wy­mi – oraz lep­sze­go sko­mu­ni­ko­wa­nia po­mię­dzy od­dzia­ła­mi ze­spo­ła­mi. Za wcze­śnie że­by mó­wić szcze­gó­łach, bo sa­mi je­ste­śmy mo­men­cie kon­cep­cyj­nym.

Dr Ro­bert Dom­żał

ar­che­olog mu­ze­al­nik ty­tu­łem ku­sto­sza dy­plo­mo­wa­ne­go. Pra­cow­nik Na­ro­do­we­go Mu­zeum Mor­skie­go od 1996 ro­ku, od 2007 ro­ku Kie­row­nik Dzia­łu Hi­sto­rii Bu­dow­nic­twa Okrę­to­we­go oraz Peł­no­moc­nik ds. Ro­zwo­ju Mu­zeum Za­le­wu Wi­śla­ne­go. Ko­or­dy­no­wał pra­ce nad utwo­rze­niem Od­dzia­łu Mu­zeum – Mu­zeum Za­le­wu Wi­śla­ne­go Ką­tach Ry­bac­kich. la­tach 2007-2014 Prze­wod­ni­czą­cy Gru­py Ro­bo­czej ds. Nad­mor­skie­go Dzie­dzic­twa Kra­jów Bał­tyc­kich, obec­nie jej czło­nek. Od 2009 do 2017 ro­ku – czło­nek za­rzą­du In­ter­na­tio­nal Con­gress of Ma­ri­ti­me Mu­seums, afi­lio­wa­ne­go przy In­ter­na­tio­nal Co­un­cil Of Mu­seums. 2014 r. zo­stał człon­kiem Sto­wa­rzy­sze­nia Mu­ze­al­ni­ków Pol­skich, Od­dzia­łu Po­mor­skie­go, a w 2018 r. człon­kiem Ra­dy do Spraw Mu­ze­ów Miejsc Pa­mię­ci Na­ro­do­wej przy Mi­ni­strze Kul­tu­ry Dzie­dzic­twa Na­ro­do­we­go. 1 stycz­nia 2019 ro­ku roz­po­czął pię­cio­let­nią ka­den­cję na sta­no­wi­sku dy­rek­to­ra Na­ro­do­we­go Mu­zeum Mor­skie­go.

ostat­nich la­tach mu­zeum kil­ku­krot­nie zdo­by­wa­ło du­że środ­ki ze­wnętrz­ne, tym za­gra­nicz­ne, na re­ali­zo­wa­nie pro­jek­tów. Jest szan­sa na ko­lej­ne?

– Wciąż je­ste­śmy ak­tyw­ni to nie tyl­ko po­zy­ski­wa­niu fun­du­szy Eu­ro­pej­skie­go Ob­sza­ru Go­spo­dar­cze­go, ale pró­bu­je­my się­gać do wszyst­kich moż­li­wych źró­deł. Na­szym nie­ba­ga­tel­nym suk­ce­sem by­ło za­ję­cie pierw­sze­go miej­sca na pro­jek­ty trans­gra­nicz­ne­go, pro­gra­mu bi­la­te­ral­ne­go Pol­ska­-Ro­sja. Uda­ło się nam dzię­ki te­mu po­zy­skać ogrom­ne pie­nią­dze na re­wi­ta­li­za­cję stat­ku­-mu­zeum Soł­dek. Cze­ka­li­śmy na to od wie­lu lat dłu­go nie uda­wa­ło nam się stwo­rzyć no­wo­cze­snej wy­sta­wy sta­łej na Sołd­ku. Obec­nie cze­ka­my na pod­pi­sa­nie umo­wy bę­dzie­my mo­gli ujaw­nić szcze­gó­łach na­sze pla­ny. Mo­gę jed­nak po­wie­dzieć, że bę­dzie to dwu­let­ni pro­jekt war­to­ści oko­ło 3,5 mln zł. Wy­ko­na­my za to re­mont Sołd­ka, za­adap­tu­je­my ła­dow­nię dzio­bo­wą stwo­rzy­my wy­sta­wę. ko­lei środ­ki nor­we­skie bę­dzie­my się sta­ra­li pod ko­niec te­go ro­ku ma­rzy nam się do­fi­nan­so­wa­nie re­mon­tu stwo­rze­nia wy­sta­wy sta­łej Żu­ra­wiu gdań­skim.

Uda się pa­nu kon­ty­nu­ować tra­dy­cję po­przed­ni­ków kie­ro­wać Na­ro­do­wym Mu­zeum Mor­skim aż do eme­ry­tu­ry?

– Per­spek­ty­wa, któ­rą mam przed so­bą to pięć lat ani dnia wię­cej. Ch­ciał­bym je do­brze wy­ko­rzy­stać, po tym cza­sie zo­ba­czy­my, czy na­sze zmia­ny zo­sta­ną ode­bra­ne po­zy­tyw­nie. Mam na­dzie­ję, że uda nam się cho­ciaż część pla­nów wy­zwań zre­ali­zo­wać, dal­sza przy­szłość jest nie­od­gad­nio­na.

Młody oficer

Polska na Morzu - wywiad

Krzysz­to­fem Ko­ne­fa­łem – na­wi­ga­to­rem chie­fem ofi­ce­rem na pro­mie Ste­na Nor­di­ca roz­ma­wia Agniesz­ka La­tar­ska.

Bar­dzo czę­sto mło­dzi lu­dzie sto­ją­cy przed wy­bo­rem od­po­wied­niej szko­ły nie wie­dzą jesz­cze, kim tak na­praw­dę chcie­li­by zo­stać przy­szło­ści, ja­ki za­wód wy­ko­ny­wać. Jak to by­ło Pa­na przy­pad­ku? Na­wi­ga­tor to prze­cież nie jest oczy­wi­sty wy­bór.

To był czy­sty przy­pa­dek. Koń­cząc li­ceum by­łem pe­wien, że zo­sta­nę in­for­ma­ty­kiem. Tak na­praw­dę do zło­że­nia do­ku­men­tów na Aka­de­mię Mor­ską Gdy­ni (obec­nie Uni­wer­sy­tet Mor­ski – przyp. red.) na­mó­wi­li mnie ro­dzi­ce mo­je­go przy­ja­cie­la. Je­go oj­ciec jest ka­pi­ta­nem na stat­kach kon­te­ne­ro­wych. Usły­sza­łem wów­czas, że dzi­siej­szych cza­sach to tak na­praw­dę je­dy­ny za­wód, dzię­ki któ­re­mu na pew­no, za­raz po skoń­cze­niu stu­diów, otrzy­mam za­trud­nie­nie. mie­li ra­cję (śmiech). pra­cę nie by­ło trud­no.

Tak więc po­za wy­dzia­łem in­for­ma­tycz­nym na Uni­wer­sy­te­cie Gdań­skim zło­ży­łem tak­że pa­pie­ry na Wy­dział Na­wi­ga­cyj­ny. Wy­bra­łem Aka­de­mię Mor­ską zu­peł­nie ciem­no. Jed­nak­że po pierw­szym dniu rej­su na po­kła­dzie Da­ru Mło­dzie­ży stwier­dzi­łem, że to wła­śnie na mo­rzu chcę pra­co­wać. Nie­ogra­ni­czo­ny ho­ry­zont da­wał mi po­czu­cie wol­no­ści. Na­dal to czu­ję.

Gdzie od­by­wał pan pierw­sze prak­ty­ki?

trak­cie pię­ciu lat stu­diów spę­dzi­li­śmy ok. czte­ry mie­sią­ce na stat­kach szkol­nych. Więk­szość na Da­rze Mło­dzie­ży, m.in. bio­rąc udział mię­dzy­na­ro­do­wych re­ga­tach. Tam od­by­wa­ły się rów­nież za­ję­cia wy­kła­dow­ca­mi. Po­za tym od­by­li­śmy prak­ty­ki ra­da­ro­we ma­new­ro­we na stat­ku szkol­no­-ba­daw­czym Ho­ry­zont II.

Po trze­cim ro­ku stu­diów mu­sie­li­śmy już na wła­sną rę­kę zna­leźć ar­ma­to­ra pra­cę. To by­ło pierw­sze wy­zwa­nie, bo nie wszy­scy chcą za­trud­niać pol­skich ka­de­tów. Wie­lu nas szu­ka­ło an­ga­żu ja­ko młod­szy ma­ry­narz na­dzie­ją, że uda się wy­ko­nać za­da­nia prze­wi­dzia­ne książ­ce prak­tyk wy­ma­ga­ne przez wy­kła­dow­ców głów­nych przedmio­tów.

Gdzie do­sko­na­lił pan swo­je umie­jęt­no­ści zdo­by­wał do­świad­cze­nie nie­zbęd­ne tym za­wo­dzie?

Tu­taj znów tro­chę przy­pa­dek szczę­ście za­de­cy­do­wa­ły tym, że do­sta­łem pra­cę ja­ko młod­szy ma­ry­narz na pro­mach pa­sa­żer­sko­-sa­mo­cho­do­wych an­giel­skie­go ar­ma­to­ra Me­ri­dian. Pły­wa­łem na no­wym stat­ku mię­dzy Bar­ce­lo­ną Ba­le­ara­mi. Mia­łem szczę­ście, że ka­pi­ta­no­wie na stat­ku ro­zu­mie­li ca­łą sy­tu­ację oprócz pra­cy ma­ry­na­rza mia­łem tak­że czas na do­koń­cze­nie za­dań, któ­re mu­sia­łem wy­ko­nać, aby za­li­czo­no mi prak­ty­kę. Mia­łem oka­zję pro­wa­dzić wach­ty na­wi­ga­cyj­ne pod okiem ofi­ce­ra, ma­new­ry cu­mow­ni­cze, za­ła­dun­ki. Acz­kol­wiek nie mu­sia­ło tak być, bo mój za­kres obo­wiąz­ków nie prze­wi­dy­wał ta­kich za­dań. Pra­co­wa­łem bar­dzo faj­ny­mi ka­pi­ta­na­mi, któ­rzy wie­dzie­li, że szko­lę się na ofi­ce­ra wach­to­we­go do­dat­ko­wo po­świę­ca­li mi swój czas, szko­li­li mnie, na­wet eg­za­mi­no­wa­li. Ce­nię so­bie tak­że to, że by­ły to stat­ki bry­tyj­skie, gdyż mia­łem oka­zję do­sko­na­lić zna­jo­mość ję­zy­ka an­giel­skie­go. per­spek­ty­wy cza­su wiem, że zdo­by­te zdol­no­ści ko­mu­ni­ka­cyj­ne po­mo­gły mi przy­spie­szy­ły roz­wój ka­rie­ry.

Fir­ma by­ła ze mnie za­do­wo­lo­na, więc uda­ło mi się od­być niej ca­ły, 8-mie­sięcz­ny okres prak­tyk. Póź­niej, po obro­nie pra­cy ma­gi­ster­skiej, wró­ci­łem do te­go sa­me­go pra­co­daw­cy.

Jak wy­glą­da­ły pa­na po­cząt­ki na stat­ku?

Po­nie­waż po­li­ty­ka fir­my na stat­kach pa­sa­żer­skich nie prze­wi­dy­wa­ła po­zy­cji trze­cie­go ofi­ce­ra za­trud­nia­no tyl­ko do­świad­czo­nych na­wi­ga­to­rów, to mo­ją pierw­szą jed­nost­ką był sta­tek ro­-ro. Na pierw­szym kontr­ak­cie pły­wa­łem po Mo­rzu Śró­dziem­nym, mię­dzy Ge­nuą, Tu­ni­sem Mar­sy­lią. Tra­sa bar­dzo spo­koj­na, ale pa­mię­tam, że ze stre­su przez pierw­sze trzy dni nie zmru­ży­łem oka. Oczy­wi­ście pro­wa­dzi­łem wcze­śniej na­wi­ga­cję pod okiem ofi­ce­ra wy­da­wa­ło mi się, że wiem do­kład­nie, co ro­bić. Jed­nak mo­ment, któ­rym wzią­łem na sie­bie peł­ną od­po­wie­dzial­ność za sta­tek lu­dzi, kie­dy zo­sta­łem na most­ku sam, był po­cząt­ko­wo za­ska­ku­ją­co trud­ny. Na szczę­ście wraz do­świad­cze­niem, ro­sła tak­że pew­ność sie­bie i w dniu dzi­siej­szym mo­gą po­wie­dzieć, że wra­cam na sta­tek uśmie­chem na twa­rzy i z wiel­ką przy­jem­no­ścią wy­ko­nu­ję swo­ją pra­cę.

Pa­mię­ta pan jesz­cze ja­kiś in­ny stre­su­ją­cy mo­ment?

Chy­ba jed­ną naj­bar­dziej stre­su­ją­cych sy­tu­acji by­ła ta, któ­rej od­pro­wa­dza­li­śmy sta­tek do no­we­go wła­ści­cie­la An­glii do Sin­ga­pu­ru pierw­szy raz na swo­jej wach­cie na­wi­ga­cyj­nej prze­cho­dzi­łem przez Cie­śni­nę Ma­lak­ka. Pa­mię­tam, że wsze­dłem przed pół­no­cą na mo­stek, na­oko­ło by­ło nie­zwy­kle ja­sno przez chwi­lę my­śla­łem, że wcho­dzi­my do por­tu, oka­za­ło się, że to świa­tła in­nych jed­no­stek, któ­re by­ły po pro­stu wszę­dzie (śmiech)! Oprócz in­nych stat­ków han­dlo­wych by­ły dzie­siąt­ki, jak nie set­ki, róż­nych in­nych ma­łych jed­no­stek, tym stat­ków ry­bac­kich. Ta wach­ta na­wi­ga­cyj­na by­ła zde­cy­do­wa­nie stre­su­ją­ca. Niem­niej jed­nak by­ło to bez­cen­ne do­świad­cze­nie.

by­ły ja­kieś nie­bez­piecz­ne?

trak­cie tej sa­mej po­dró­ży pły­nę­li­śmy przez Cie­śni­nę Adeń­ską. Był to czas kie­dy wszę­dzie mó­wio­no ata­kach por­wa­niach pi­ra­tów. Pły­nąc tam, na bie­żą­co otrzy­my­wa­li­śmy naj­śwież­sze ra­por­ty ich ak­tyw­no­ści tym re­jo­nie. Po dro­dze dwóch człon­ków na­szej za­ło­gi zre­zy­gno­wa­ło po­dró­ży oba­wie bez­pie­czeń­stwo. oko­li­cach So­ma­lii wy­kry­wa­jąc mniej­sze jed­nost­ki na ra­da­rze mu­sisz mieć świa­do­mość, że to mo­gą być wła­śnie pi­ra­ci. Nie­jed­no­krot­nie wy­łą­cza­li­śmy wszyst­kie świa­tła od­da­la­li­śmy się od po­dej­rza­nych stat­ków. Nie za­zdrosz­czę swo­im ko­le­gom, któ­rzy tam re­gu­lar­nie pły­wa­ją.

Na ja­kich jed­nost­kach pan pły­wał?

Ja­ko ma­ry­narz na wcze­śniej wspo­mnia­nych pro­mach pa­sa­żer­skich na śród­ziem­no­mor­skich bał­tyc­kich li­niach. ro­li ofi­ce­ra za­czą­łem od stat­ków ty­pu ro­-ro. Bar­dzo do­brze je wspo­mi­nam. No­wo­cze­sne, do­sko­na­łe 200-me­tro­we jed­nost­ki bu­do­wa­ne Da­nii. Wa­run­ki so­cjal­ne by­ły nad­zwy­czaj­ne. Po­tem wró­ci­łem na mo­je ulu­bio­ne ro­-pa­xy. Ra­zem kil­ka­na­ście róż­nych li­nii.

Te­raz bu­du­je się nie­mal 400-me­tro­we wy­ciecz­kow­ce, nie ma­rzył pan pra­cy na ta­kich „gi­gan­ta­ch”?

Przy­znam szcze­rze, że ma­rzy­ły mi się ty­po­we stat­ki wy­ciecz­ko­we, ale tym przy­pad­ku mu­siał­bym się li­czyć bar­dzo dłu­gim kon­trak­tem, na­wet 4-mie­sięcz­nym. Ko­cham mo­rze lu­bię wra­cać do pra­cy, ale bar­dzo waż­na jest dla mnie ro­dzi­na chy­ba tak dłu­gą roz­łą­ką by­ło­by mi na­praw­dę cięż­ko.

My­śląc sta­no­wi­sku na­wi­ga­to­ra na stat­ku, wy­obra­żam so­bie mo­stek ka­pi­tań­ski, ma­py ana­lo­go­we cyr­kiel na­wi­ga­cyj­ny… Jak to wy­glą­da dzi­siej­szych cza­sach?

Pły­wa jesz­cze wie­le stat­ków, na któ­rych ma­py pa­pie­ro­we słu­żą ja­ko pod­sta­wo­we ma­py na­wi­ga­cyj­ne. Dziś wszyst­ko oczy­wi­ście dą­ży do cał­ko­wi­tej cy­fry­za­cji. Co­raz wię­cej pu­bli­ka­cji mor­skich jest do­stęp­nych wer­sji elek­tro­nicz­nej. Uła­twia to za­rów­no do­stęp do nich, jak ich uak­tu­al­nia­nie. Na­dal jed­nak uży­wa się trój­ką­tów na­wi­ga­cyj­nych, prze­no­śni­ków. Co cie­ka­we, do­bie na­wi­ga­cji sa­te­li­tar­nej rów­nież sek­stant jest wciąż wy­ma­ga­ny. Mi oso­bi­ście astro­na­wi­ga­cja cza­sie stu­diów spę­dza­ła sen po­wiek.

To jak wy­glą­da pa­na dzień pra­cy?

ostat­nim cza­sie pły­wa­li­śmy po­mię­dzy por­ta­mi Niem­czech na Ło­twie. Prze­lo­ty tr­wa­ły po 26 go­dzin. Dzień mo­rzu roz­po­czy­nał się od omó­wie­nia pla­nu pra­cy bos­ma­nem, po­tem pra­ca biu­ro­wa, ko­re­spon­den­cja ma­ilo­wa, in­spek­cje urzą­dzeń, sys­te­mów. Po­tem wej­ście do por­tu, ma­new­ry, ope­ra­cje ła­dun­ko­we i z po­wro­tem do po­przed­nie­go por­tu. Choć czyn­no­ści, któ­re wy­ko­ny­wa­łem by­ły te sa­me, to mi­mo wszyst­ko każ­dy dzień był in­ny. Jed­ne­go dnia wcho­dzi­li­śmy do por­tu po­po­łu­dniu, ko­lej­ne­go środ­ku no­cy. Po ja­kimś cza­sie za­po­mi­nasz, ja­ki jest dzień ty­go­dnia, wciąż jed­nak pa­mię­tasz licz­bę dni po­zo­sta­łych do po­wro­tu do do­mu.

Te­raz to się zmie­ni­ło, Ste­na Nor­di­ca we­szła na tra­sę Gdy­nia­-Karl­skro­na…

Tak, od pa­ździer­ni­ka pły­wa­my na no­wej tra­sie. Tryb na­szej pra­cy jest du­żo bar­dziej re­gu­lar­ny. Jest tu na­praw­dę du­ży ruch pa­sa­żer­ski frach­to­wy, dla­te­go je­ste­śmy czwar­tym stat­kiem na tej li­nii. Kie­dy fir­ma za­de­cy­do­wa­ła wpro­wa­dze­niu na­sze­go pro­mu na tę li­nię, bar­dzo się ucie­szy­li­śmy. Po­dróż do pra­cy, któ­ra tr­wa mniej wię­cej go­dzi­nę jest po pro­stu luk­su­sem dla pol­skie­go ma­ry­na­rza. Ma­my wię­cej cza­su dla na­szych ro­dzin. Na­sze prze­lo­ty tr­wają oko­ło dzie­się­ciu go­dzin, po­tem dwie por­cie po­wrót. Mu­szę przy­znać, że jest to speł­nie­nie mo­je­go za­wo­do­we­go ma­rze­nia. Przy­jem­nie się pły­wa do wła­sne­go por­tu.

Jak dłu­go pra­cu­je pan Ste­na Li­ne?

Dla Ste­na Li­ne pły­wam od dwóch lat, ale czte­ry wcze­śniej pra­co­wa­łem na jed­nost­kach na­le­żą­cych do Ste­na Ro­Ro. By­ły to róż­ne czar­te­ry, jak np. fran­cu­ski, ma­ro­kań­ski czy tu­ne­zyj­ski. Na pew­no naj­cie­kaw­szym był jed­nak ser­wis po­mię­dzy Ko­reą Po­łu­dnio­wą Chi­na­mi. To tak na­praw­dę ewe­ne­ment, bo rzad­ko kie­dy pro­my za­rzą­dza­ne przez Eu­ro­pej­czy­ków pły­wa­ją tam­tej czę­ści świa­ta.

Od dwóch lat pły­wa pan na pro­mie Ste­na Nor­di­ca.

Tak, prom zo­stał zbu­do­wa­ny 2000 ro­ku Ja­po­nii, ma 170 m dłu­go­ści nie­mal 1900 m li­nii ła­dun­ko­wej. Na po­kład za­bie­ra­my nie­co po­nad 400 pa­sa­że­rów. Jest to sta­tek, któ­ry mo­że po­mie­ścić spo­rą ilość frach­tu. Je­go za­le­tą jest, że rów­nież pa­sa­że­ro­wie mo­gą li­czyć na przy­jem­ną wy­god­ną po­dróż.

Ofi­ce­ro­wie pro­mu Ste­na Nor­di­ca. Od le­wej: Val­ters Ka­la­sni­kovs (obec­nie Ste­na Fla­via), Ra­fał Ba­ra­now­ski, Krzysz­tof Ko­ne­fał, Adam Bie­lec­ki

Mó­wił pan, że naj­waż­niej­sza jest jak naj­krót­sza roz­łą­ka ro­dzi­ną, ja­ki ko­lei był Pa­na naj­dłuż­szy kon­trakt?

ra­cji te­go, że ca­łą mo­ją prak­ty­kę ka­rie­rę pły­wa­łem na pro­mach, to naj­dłuż­sze kon­trak­ty tr­wa­ły 10 ty­go­dni. Nie je­stem przy­kła­dem ma­ry­na­rza, któ­ry pły­wa po 4-6 mie­się­cy wię­cej, ale bar­dzo po­dzi­wiam ta­kich lu­dzi za wy­trwa­łość. Na wcze­śniej­szych li­niach pły­wa­li­śmy mie­siąc na mie­siąc. Ta­ki sam czas mia­łem na od­po­czy­nek. Po­ło­wę ro­ku więc spę­dza­łem do­mu. Te­raz, ma­jąc ro­dzi­nę, my­ślę, że to jest bez­cen­ne, kie­dy wra­cam do swo­jej cór­ki już po dwóch ty­go­dniach.

Co przy­no­si pa­nu tej pra­cy naj­więk­szą sa­tys­fak­cję?

Po­czu­cie, że lu­dzie, któ­ry­mi pra­cu­ję, mi ufa­ją. Wte­dy wiem, że uda­je mi się wy­ko­ny­wać swo­je obo­wiąz­ki efek­tyw­nie. Tak­że to, kie­dy wi­dzę, że ma­ry­na­rze chęt­nie i z uśmie­chem wra­ca­ją na sta­tek. Zw­łasz­cza, je­śli mam tym bu­do­wa­niu po­zy­tyw­nej at­mos­fe­ry swój ja­kiś nie­wiel­ki wkład.

Oczy­wi­ście nie­zwy­kle waż­ne jest dla mnie, że pa­sa­że­ro­wie, któ­rzy na­mi pły­wa­ją są za­do­wo­le­ni ser­wi­su ja­ki pro­wa­dzi­my. Jest to koń­cu efekt wspól­ne­go wy­sił­ku. Uśmiech zjeż­dża­ją­cych pa­sa­że­rów po ram­pie jest za­wsze mi­ły.

Czy pa­na wiek nie wpły­wa np. na za­ufa­nie za­ło­gi? Pew­nie czę­sto pa­na pod­wład­ni są du­żo star­si. Nie ma kon­flik­tu po­ko­le­nio­we­go?

Nig­dy te­go nie od­czu­łem, acz­kol­wiek lu­dzie cza­sem są za­sko­cze­ni, że je­stem star­szym ofi­ce­rem. Chy­ba za mło­do wy­glą­dam (śmiech). Kie­dy pierw­szy raz mia­łem oka­zję na tym sta­no­wi­sku pra­co­wać, mia­łem nie­co po­nad 27 lat. Dziś mam 32 la­ta, mam dy­plom ka­pi­ta­na że­glu­gi wiel­kiej na­dal zdo­by­wam cen­ne do­świad­cze­nie. Moi ka­pi­ta­no­wie mnie wspie­ra­ją, są świet­ny­mi men­to­ra­mi to dzię­ki nim do­sko­na­lę swo­je umie­jęt­no­ści. Sam bar­dzo do­ce­niam pro­fe­sjo­na­lizm swo­jej za­ło­gi, ich za­an­ga­żo­wa­nie wiem, że two­rzy­my do­bry ze­spół. koń­cu sta­tek to przede wszyst­kim lu­dzie.

Jak wy­glą­da czas „po pra­cy” na pro­mie?

Kie­dy za­czy­na­łem ja­ko młod­szy ma­ry­narz, to każ­dą prze­rwę prze­zna­cza­li­śmy na grę ma­ry­na­rza­mi „pił­ka­rzy­ki” czy kar­ty. Te­raz, do­bie wi­-fi ta­ble­tów więk­szość nas cho­wa się ka­bi­nie roz­ma­wia za po­mo­cą róż­nych ko­mu­ni­ka­to­rów ro­dzi­ną al­bo po pro­stu oglą­da fil­my. Ma­my oczy­wi­ście na stat­ku sa­lę te­le­wi­zyj­ną, te­nis sto­ło­wy czy wła­śnie „pił­ka­rzy­ki”, ale nie­ste­ty co­raz rza­dziej nich ko­rzy­sta­my.

Co po­wie­dział­by pan lu­dziom, któ­rzy sto­ją jesz­cze przed wy­bo­rem swo­je­go za­wo­du? Jak­by pan ich prze­ko­nał do ta­kiej dro­gi, ja­ką pan wy­brał?

To bar­dzo cie­ka­wy za­wód, da­ją­cy wie­le moż­li­wo­ści, po­cząw­szy oczy­wi­ście od zwie­dza­nia od­le­głych kra­jów. Po­zna­je­my wie­lu lu­dzi, ich kul­tu­ry. Wy­na­gro­dze­nie tym za­wo­dzie jest też na pew­no za­chę­ca­ją­ce.

Wy­bie­ra­jąc te stu­dia pew­no­ścią cięż­ko prze­wi­dzieć jed­ną rzecz – czy ma się od­po­wied­ni cha­rak­ter. Ro­złą­ka ro­dzi­ną przy­ja­ciół­mi róż­ny spo­sób wpły­wa na lu­dzi my­ślę, że to mo­że być naj­więk­sza trud­ność na po­cząt­ku dla tych, któ­rzy nie są przy­zwy­cza­je­ni do ta­kie­go try­bu ży­cia.

Po­le­cam ten za­wód oso­bom sil­nym cha­rak­te­rem któ­re nie bo­ją się wy­zwań. Na pew­no nie bę­dą ża­ło­wa­ły.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.