Onkorejs – Kurs obrany na życie

OnkoRejs

OnkoRejs fot. Maciej Kosycarz

OnkoRejs fot. Maciej Kosycarz

Kurs obrany na życie

Choroba przychodzi niespodziewanie, przewraca dotychczasowe życie do góry nogami. Rzęsiste łzy i zero widoczności, taki sztorm w życiorysie. I możemy utonąć w morzu łez albo przeczekać ten huragan w porcie, popuścić cumy i nabrać pędu stawiając żagle.

Autor: Ewa Bogumił

W maju 2015 roku po raz pierwszy rzucono wyzwanie nowotworowi. 12 kobiet po chorobie onkologicznej, nie mające do tej pory nic wspólnego z żeglowaniem, wypłynęło na Zjawie IV podbijać Bałtyk. Jako uczestniczki 1-go Onkorejsu, marzyły o postawieniu bezana bądź grota. Rozszczelnienie kadłuba i nabieranie wody przez żaglowiec sprawiło, że rejs nie doszedł do skutku. Jedna doba spędzona na morzu spowodowała, że założycielka Fundacji Onkorejs Wybieram Życie – Magdalena Lesiewicz – pomimo żeglowego falstartu, nie poddała się i już we wrześniu 2015 roku zorganizowała udany rejs po Bałtyku.

To był dopiero początek – widok morskiej tafli, stawianie żagli i kisiel na morskie dolegliwości, utwierdziły w przekonaniu, że „hej ha, kto z Onkorejsem trzyma się, widać niezbicie, że nie idzie na łatwiznę i wybiera życie.” Rejs w 2016 roku to już 30 osób po przejściach onkologicznych i ze stwardnieniem rozsianym. Z Gdyni, Zawiszą Czarnym, onkorejsowa załoga popłynęła do Kłajpedy. Neptun nie zawsze okazywał łaskawość. Stawianie bezana, bezansztaksla, wachty kiedy dopiero co zamknęło się oczy i tzw. karmienie dorszy, zamiast zniechęcić, utwierdzały, że przed nami nie ma rzeczy niemożliwych.

Rok później…

kolejni śmiałkowie wyruszyli w rejs „Zawiasem”, przeżywając sztorm, zalewanie pokładu, prędkość powyżej 11 knotów i wyskakiwanie na desancie. Nikt z załogi nie był przygotowany na takie atrakcje. Onkorejsowe żeglowanie, tak jak fale, uderzyło w setki, a nawet tysiące osób. Machanie białymi chusteczkami, łzy tych, którym daje się nadzieje, że sztorm minie… W 2018 roku popłynęłam Zawiszą wraz z 27 osobami, które nie wiedziały co to jest szekla, klarownie, grot i bryfok. Morze kojarzyło się z plażą, bądź wycieczką na Hel. Jak wiele się zmieniło od ubiegłego lata… Kiedy pomyślę o morzu to widzę bocianie gniazdo, bezana. Zamykam oczy, by na chwilę się zdrzemnąć, a bosman w tym czasie daje mi szmatkę, bo dzwon musi się świecić. Jak na Titanicu, tyle, że za burtą, obejmuję chwilę, pełna strachu i niedowierzania, że dałam radę. Burza w czasie nocnej wachty, kawa z morską dolewką i podskoki do prysznica, by choć trochę się spłukać. Takie wspomnienia, bo Magda Lesiewicz miała odwagę powiedzieć, że to nie koniec, a dopiero początek i do swojego pomysłu zachęciła wiele osób.

Onkorejs uczy przełamywać strach, daje siłę, nadzieję i stawia przed nosem specjalną okazję -ŻYCIE. Bądźcie z nami, dopingujcie, bo poprzeczka idzie w górę. 2019 rok to Fryderyk Chopin, Morze Śródziemne i „sztormy, szkwały i przechyły nam nie straszne, jak Bóg miły. Chociaż mdli i mamy dreszcze, chcemy płynąć jeszcze”.